Miłość kobiety i mężczyzny nie potrzebuje długich przygotowań, ale z pewnością wymaga dojrzałości – mówią w rozmowie ze Stacją7.pl prowadzący kursy przedmałżeńskie Marta i Marek Babikowie. Jak dobrze przeżyć narzeczeństwo i przygotować się do ślubu?

Z Martą i Markiem Babikami, małżeństwem prowadzącym kursy dla narzeczonych, warsztaty komunikacji małżeńskiej, rodzicami trzech synów i córki rozmawia Dominik Kołodziej

Jak najlepiej wykorzystać czas między zaręczynami a ślubem? Papież Benedykt XVI powiedział kiedyś, że narzeczeństwo jest czasem poważnej pracy nad miłością. Co to oznacza dla narzeczonych? Na czym polega ta praca?

Zakochanie jest fascynującym przeżyciem, pełnym bardzo miłych doświadczeń i przekonania, że bez tego drugiego człowieka nie można żyć. Jest wielką szansą na miłość, ale aby nią się stało, potrzeba decyzji, odwagi i podjęcia ryzyka przejścia przez całe życie z tym konkretnym człowiekiem. Pierwszą taką decyzją są zaręczyny.

Czas narzeczeństwa jest “zejściem na ziemię”: trzeba zacząć ze sobą współpracować, przedyskutować ze sobą fundamentalne tematy (w co wierzymy, jakimi zasadami w życiu się kierujemy, jakie wartości cenimy). Narzeczeni muszą zacząć układać swoje wspólne życie już po ślubie, a więc trzeba zająć się sprawami, o których w “zakochaniu” się nie myśli, a w życiu są codziennością, czyli, np. sprawą finansów, kontaktów z najbliższymi, z przyjaciółmi, swoimi planami na przyszłość – tą najbliższą i odległą itd.

Kurs przygotowujący do małżeństwa w skrajnych przypadkach może trwać zaledwie 8 godzin, a przygotowanie do stanu kapłańskiego lub zakonnego trwa kilka lat, zanim podejmie się ostateczną decyzję i przyjmie sakrament. Skąd wynikają tak duże rozbieżności?

Nie jesteśmy specjalistami od przygotowania do ślubów zakonnych i sakramentu kapłaństwa i nie wiemy czemu to tam tak długo trwa (śmiech).

Nasz znajomy dominikanin twierdzi, że jeżeli narzeczeństwo trwa aż 6 lat, to Ci ludzie powinni się rozstać, a nie brać ślubu! Miłość kobiety i mężczyzny nie potrzebuje długich przygotowań, ale z pewnością wymaga dojrzałości. Sama decyzja o ślubie i związane z nim formalności są dobrym przygotowaniem: trzeba poznać i “dograć” ze sobą dwie rodziny, zaplanować gdzie ślub się odbędzie i jak będzie wyglądał (często jest to poważna rozmowa dot. świata wartości i wyznawanej religii), zorganizować przyjęcie, omówić sprawy finansowe… Bardzo wiele osób ma z tym problem i nie jest w stanie do tego etapu przejść.

O co najwcześniej pytają narzeczeni, którzy zgłaszają się na kurs? Z czym mają największy problem?

Najczęściej padają pytania dot. organizacji ślubu, spraw formalnych, problemów z rodzicami (a właściwie przyszłymi teściami), usamodzielnienia się po ślubie, a także o sprawy płodności – prowadzenia obserwacji, zaburzeń z nią związanych itp.

Pary często podchodzą również, żeby podzielić się jakimś wspólnym odkryciem, przeżyciem, którego w czasie kursu doświadczyli – i ja najbardziej lubię właśnie te rozmowy. Są tacy pełni radości, a jednocześnie doszli do czegoś sami, wspólnie się rozwinęli i widać jak bardzo ich to cieszy. Bardzo lubimy takie chwile!

Dość powszechne jest w tej chwili zjawisko wspólnego zamieszkania przed ślubem. Już Benedykt XVI zwracał uwagę, że: wiele par jest razem długi czas, czasami nawet mając relacje intymne, czy mieszkając ze sobą, ale naprawdę się nie znają. Dlaczego mieszkanie ze sobą przed ślubem nie prowadzi do lepszego poznania się? Co jest złego w takim rozwiązaniu?

Przyczyn zamieszkania razem przed ślubem jest wiele. Parom najczęściej wydaje się to dobrym rozwiązaniem ze względów finansowych, możliwością wyprowadzenia się z domu rodzinnego i oczywiście szansą na lepsze poznanie się nawzajem – wypróbowaniem jak to jest być razem i podjęciem decyzji, czy chcemy być małżeństwem.

Bardzo często jest to również okazją do nieskrępowanej, dużej bliskości, szczególnie fizycznej. Taka bliskość jest jednak najłatwiejsza – cała biologia to wielka siła przyciągania. Często okazuje się jednak, że w innych kwestiach patrzymy w zupełnie różnych kierunkach i idziemy w zupełnie różne strony. A jak odejść bez zranień po doświadczeniu tak wielkiej bliskości, zwłaszcza, że decyzje o odejściu podejmuje zazwyczaj jedna osoba, a druga musi ją przyjąć i się z nią pogodzić?

To są wielkie dramaty. Często pary podejmują decyzję o ślubie pomimo tego, że nie układało się między nimi jeszcze przed ślubem, ponieważ po takich doświadczeniach nie widzą innych możliwości, jak tylko małżeństwo. Jest takie smutne powiedzenie o ślubie „uroczyste rozstanie się dwojga ludzi” – przed ślubem było wszystko, a co po nim?

Myślę, że warto przed ślubem zachować dystans i popatrzeć nie tylko sobie w oczy, ale i daleko przed siebie – sprawdzić czy tam nasze spojrzenia się spotkają. Jeśli tak, to można wyruszyć na wspólną trasę jaką jest małżeństwo. Jeśli nie, czas rozstać się bez poważniejszych zranień i szukać dalej. Na szczęście na miłość zawsze jest czas 🙂

Na marginesie – interesuje mnie fakt, że ludzie równie chętnie chcą mieszkać ze sobą jeszcze przed ślubem, co już później, w małżeństwie, z rodzicami (wśród podawanych powodów dominują przyczyny finansowe – “bo będzie łatwiej”) I w jednym i drugim przypadku dochodzi do wielu niepowodzeń. A może by jednak te tendencje odwrócić?

Czy mogą Państwo polecić jakąś książkę dla zakochanych lub narzeczonych, którą warto przeczytać? Może Kościół ma do zaproponowania jakieś inne formy przygotowania do małżeństwa poza kursem przedmałżeńskim?

Form przygotowania do sakramentu małżeństwa jest w Kościele wiele. W diecezji krakowskiej standardowa forma obejmuje katechezy dla narzeczonych w wersji krótszej czyli 4 spotkania trwające po ok. 2 godziny i dłuższej (tak, tak, to nie pomyłka!) w wersji weekendowej, gdzie wykłady wzbogacone są o elementy warsztatowe i dzień skupienia (wspólna Msza święta i błogosławieństwo narzeczonych). Do tego dochodzą jeszcze 3 spotkania w poradni małżeńskiej. Dla tych, którzy “chcą więcej” organizowane są “Wieczory dla zakochanych”, podczas których narzeczeni spotykają się ze sobą 9 razy i rozmawiają ze sobą na ważne tematy dot. ich przyszłości. Można też wziąć udział w kursie metod rozpoznawania płodności wg J. Roezera i warsztatach komunikacji małżeńskiej. W niektórych Kościołach odprawiane są comiesięczne Msze dla zakochanych, a wiele rekolekcji adwentowych i wielkopostnych adresowanych jest do zakochanych. Można wziąć udział we wszystkich tych formach 🙂

Na zakończenie chciałabym powiedzieć, że narzeczeństwo to ważny start, ale czy dany związek będzie dobry zależy od tego, co małżonkowie będą robić już po ślubie. I tutaj również warto szukać kursów, warsztatów, rekolekcji i książek – rozwijać się i wspólnie angażować! Nie trzeba czekać na jakieś “specjalne okazje” oraz wielkie kryzysy – należy działać od samego początku i nie ustawać. To również dobry temat na kolejną rozmowę!